„That’s no moon – it’s a space station” – czyli ważność, a wielkość celu w kontekście kosmicznych szachów

han-soloNiezależne od poziomu rozpracowania swojej rozpiski pod względem strategicznym. Bez wpływu na Twoje umiejętności manewrowania wybranymi statkami, czy też wiedzy na temat swoich „pierwszych 3 ruchów”. Coś czego nie można w łatwy sposób sklasyfikować i rozłożyć na czynniki pierwsze, może okazać najważniejsze – Przeciwnik.

Zdolność prawidłowego ocenienia rzeczywistych zagrożeń ze strony swojego oponenta staje w szrankach o pierwsze miejsce najistotniejszych umiejętności niezbędnych do wygrania pojedynku. Często, zarówno początkujący, jak i zaawansowani gracze, dążą do atakowania największego statku przeciwnika z błędnym założeniem, że musi on być najgroźniejszy. Wielkość może onieśmielać. Może prowadzić do błędnych wniosków. Bardzo dużo zależy od dysproporcji strategii, z którą przychodzi się nam zmierzyć, a tym co sami chcemy pokazać i zaprezentować niczego nie spodziewającemu się wrogowi… A może spodziewającemu się?

Czy warto w takim razie blefować? Czy jednak lepiej rozgrywać partię „gwiezdnych szachów X-Winga” ze sprawdzonym i przewidywalnym otwarciem? Zgodzę się z tezą, że blefowanie zwodniczym ustawieniem startowym swoich statków oraz manewrowanie w pierwszych turach w X-Wingu może być ryzykowne. Częścią pojedynku graczy bardziej zaawansowanych, jest właśnie wyczekanie pierwszego błędu przeciwnika i uderzenie go w krytycznym położeniu takim jak „bumpnięcie” lub gdy wpadnie na asteroidę. Stąd to ryzyko – można je eliminować poprzez ćwiczenie latania konkretnym statkami. Do oporu. Satysfakcja z udanego blefu jest ogromna. Taka sama jak wyczekanie wartego wykorzystania błędu przeciwnika.

Cała trójca moich umiejętności – Rozpracowanie, Blef i Ocena – została wystawiona na próbę podczas turnieju, w czasie trwania Bachanaliów w Zielonej Górze, 19 września tego roku. Wszystkich, który tam byli serdecznie pozdrawiam!

tumblr_m8o5okZ7gH1qmzsn0o1_1280Nie chcę tworzyć raportu z tego wydarzenia, bardziej chciałbym przedstawić Wam historię, która mnie spotkała w czasie jego trwania. Do turnieju przystąpiłem razem z moim kolegą i sparing -partnerem Michałem „Kogi” Piekutowskim. Na czas trwania rozgrywek wybrałem lekko zmodyfikowaną rozpiskę, którą grałem w czasie swojego pierwszego turnieju na Otwartych Mistrzostwach Polski w Warszawie 2015. Oryginalna rozpiska:

  • Roark Garnet + TLT + Moldy Crow + Jan Ors
  • Airen Cracken + Swarm Tactics
  • 2x Blue Squadron Pilot + Fire-Control System

Uzyskałem z nią wyniki 3-3, lecz Arien okazał się być zbyt miękki. Nawet dzięki możliwości zamienienia focusa na evade dzięki Jan Ors, ginął za szybko. Trzeba było dokonać pewnej zmiany… Rozpiska na turniej w Zielonej Górze:

  • Roark Garnet + TLT + Moldy Crow + Jan Ors
  • 3x Blue Squadron Pilot + Fire-Control System

Z wiedzą, że siła tej listy leży w – dającemu PS 12 w fazie ataku przyjaznemu statkowi – Roarku, przystąpiłem do turnieju nie mając okazji, aby ją wcześniej przetestować. W pełni świadomości joustowałem moimi B-Wingami. Z dość dużą wprawą, z racji przegrania tymże statkiem stosunkowo dużej ilości pojedynków. A moi przeciwnicy joustowali razem ze mną. Z gorszym efektem, co pozwoliło mi osiągnąć wynik 3-0 ze stratami maksymalnie jednego B-Winga w czasie meczu. Co więcej przeciwnicy całkowicie ignorowali lub podejmowali nieskuteczne próby zestrzelenia Roarka, który dzięki TLT był stałym źródłem pewnego damage’u – szczególnie w starciach z dużymi statkami z mniejszą ilością kostek uniku, które zdecydowanie przeważały na turnieju. W czwartej rudzie przyszło mi się zmierzyć z Kogim, który zajmował pierwsze miejsce. Byłem tuż za nim.

Michał jest dobrym graczem. Nie lubię grać przeciwko jego liście. Nie wygrałem z nią do tej pory…

  • Soontir Fel + Royal Guard TIE + Push the Limit + Autothrusters + Stealth Device
  • Omicron Group Pilot + Emperor Palpatine
  • Darth Vader + Veteran Instincts + Engine Upgrade + TIE/x1 + Advanced Targeting Computer

…ale miałem okazje grać przeciwko niej. Przeczuwałem gdzie leży jego siła. W czasie trwania turnieju pytałem się go jak ludzie reagują na jego rozpiskę. Pamiętam, że wspominał o tym, że atakowali głównie „Papamobile” – powolną mało ruchliwą Lambdę. „Jak to?” – zastanowiłem się. Wiedziałem, że najgroźniejszymi elementami jego listy była małe niesamowicie zwrotne myśliwce obstawy, o czym już nie raz miałem okazję się przekonać. Podszedłem do tego meczu zestresowany, walczyliśmy w końcu o pewne miejsce w TOP 3, ale jednocześnie było jak w domu. Przytulnie? Nie – bardzo emocjonująco. Będąc świadomym umiejętności Michała i jego statków rozpocząłem grę z lekko zmodyfikowanym otwarciem – 3 B-Wingi razem w rogu oraz Roark, w oddaleniu skierowany prostopadle na B-Wingi. Michał rozstawił się złowieszczo – z Papamobliem w środku i oddalonymi na obydwu biegunach Vaderem i Soontirem – standard. Później już nic nie było standardowe.

Ze świadomością taktyki „zero-jedynkowej” (zamiennego korzystania z ruchu 1 do przodu i tzw. „hamulca ręcznego”), którą dla Lambdy preferował Kogi, udawało mi się pozostawiać moje B-Wingi blisko swojego rogu planszy, tak aby nie wpaść w morderczy dla „Bi” 3 – kościowy atak na R3. Michał mimo świadomości moich poprzednich błędów, nie przeczuwał mojego blefu. Tym razem chciałem w końcu z nim wygrać! Parafrazując znanego tenisistę Vitasa Gerulaitisa: I niech to będzie dla was nauczka. Nikt nie wygra z Jackiem Pyszczkiem 5 raz z rzędu!00001225W kluczowym momencie meczu moje B-wingi zamiast wykonać długi manewr po łuku, który wyniósłby je na odsłoniętą flankę Lambdy zadowoliły się „spokojnymi” jedynkami. Pozwoliło im to dość niespodziewanie znaleźć się na ogonie myśliwców agresywnie ustawiających się za wysuniętym na czoło Roarkiem (i teoretyczną pozycją flankujących „B”). Dzięki umiejętnemu skoncentrowaniu ognia na Vaderze i stosunkowo szybkim jego ściągnięciu, udało mi się – po utracie jednego B-Winga – również dopaść Papamobile. Teraz pozostała najtrudniejsza sprawa – Soontir kontra 1 obity B-Wing i HWK oraz full-hp BW. Soontir w rękach Michała. „Ha! Już kiedyś tu byłem!” Już witałem się z gąską. „Nie spieprz tego tym razem Jacek!” powiedziałem sobie w myślach.

Roark padł pierwszy. Ten jeden fatalny błąd kosztował mnie podium.

Po utracie HWK i w miarę skutecznym manewrowaniu B-Wingami udało mi się ostatecznie wygrać z Michałem na punkty. Niestety, „małe zwycięstwo” z ostatecznym zwycięzcą turnieju (jeszcze raz gratulacje Michał!) okazało się być pyrrusowe. Z wynikiem 18 punktów i pierwszym miejscem po czterech rundach, przystąpiłem do meczu z Remim (3-1), który rozumiał ideę prawidłowego oceniania rzeczywistych zagrożeń i rozpracowania swojej rozpiski. Wygrał ze mną do zera. Gratulację! (podobno był to jego najbardziej emocjonujący pojedynek tego turnieju z czego cieszę się również!).

Ostateczne wyniki prezentowały się w następujący sposób:

  1. Michał”Kogi” – Wrocław 20
  2. Remigiusz”Remi” – Poznań 20
  3. Natalia – Opole 18
  4. Jacek – Wrocław 18
  5. Piotr”Wyrwena” – Gorzów Wlkp. 15
  6. Dominika”Doma” – Poznań 15
  7. Paweł”Gymlet” – Poznań 15
  8. Igor – Opole 15
  9. Paweł”Wino” – Zielona Góra 15
  10. Piotr”Jay” – Płock 15
  11. Sebastian”Logan” – Zielona Góra 13
  12. Tomasz”Klemens” – Zielona Góra 10
  13. Paweł”House” – Zielona Góra 10
  14. Robert”Zioło” – Poznań 10
  15. Adam”happyman” – Zielona Góra 8
  16. Malwina – Poznań 5
  17. Mateusz”Krooh” – Zielona Góra 5
  18. Paweł”Szyszka” – Zielona Góra 5
  19. Jakub”Drzedałke” – Zielona Góra 5
  20. Tomasz – Świebodzin 5

Jako jedyny wygrałem z tegorocznym Mistrzem. Małe zwycięstwo z niepokonanym przez innych Kogim nie pozwoliło mi niestety cieszyć się trzecim miejscem i zdobyciem tak bardzo mi potrzebnych kart, Autothruster, ale unikatowe żetony namierzania również cieszą. Natalii, która zajęła trzecie miejsce serdecznie gratuluję!

Cieszę się, że miałem okazję zmierzyć się z każdym ze swoich przeciwników, który przekazali mi tyle cennych przeżyć i doświadczeń. Udało mi się spojrzeć bardziej krytycznie na to, co uważałem za słuszne i mam nadzieję, dzięki temu doświadczeniu, skuteczniejszym następnym razem!

PS. Chciałem na koniec podziękować mojej narzeczonej Ani za korekty językowe oraz Jantkowi za zawiezienie mnie na ten turniej!

Komentarze

comments

Dodaj komentarz