Pokażę wam ciemną stronę…

Pozwoliłem sobie na tytułową parafrazę z bardzo osobistych pobudek, i pokuszę się o wyczerpujące wprowadzenie do meritum tego felietonu.

Zapraszam!

Miałem w życiu wiele pasji, jedne z nich karmię po dziś dzień, inne są już jedynie powodem do sentymentów. Są tez takie, które niemal zapomniałem przez upływ czasu, lub przez naturalny proces wyparcia ze świadomości.
Pasje mają tę istotną przypadłość, że krzyżują nasze ścieżki z ścieżkami innych ludzi, i budują sieć naszych kontaktów. Mam masę znajomych i przyjaciół, których zyskałem dzięki moim zainteresowaniom, ba!, to dzięki mojej pasji poznałem kobietę, z którą postanowiliśmy spędzić wspólnie resztę życia.
Kilka dni temu odezwał się do mnie stary, dobry znajomy, który był duchowym przewodnikiem dla sporego środowiska fanów fantastyki i „gier bez prądu” w moim rodzinnym mieście, pod koniec lat ’90. Nasze ścieżki kariery w swoim czasie rozeszły się na tyle, że nasz kontakt dziś ogranicza się do komentarzy pod wpisami na portalu społecznościowym.
Nie obnoszę się z byciem aktywnym członkiem środowiska graczy X-winga, więc dla nas obu było pewnym zaskoczeniem, gdy okazało się, że obaj dzielimy tę pasję, a stężenie ‚midichlorianów’ w naszych ciałach jest znaczne.
Ucięliśmy sobie miłą pogawędkę, w czasie której szybko okazało się, że choć obaj jesteśmy wrażliwi na „moc”, dzieli nas wiele… Andrzej nigdy nie był na turnieju.

Konkluzja naszej rozmowy była taka, że mój znajomy postanowił wybrać się na jeden z turniejów trwającego w tym momencie cyklu mistrzostw sklepów, a fakt ten skwitował lekko ironicznym „to twoja wina!”

Hmm, czyżbym właśnie przeciągnął szlachetnego Jedi na ciemna stronę..? Czy Imperator mógłby być ze mnie dumny?
No właśnie, i dlaczego akurat ciemną? I w naszej rozmowie, i w szerokim środowisku związanym z grą, daje się wyczuć, że turnieje są postrzegane jako coś mrocznego, korumpującego, i nieodwracalnie deformującego każdego, kto ulegnie pokusom posiadania niezmierzonych ilości akrylu i tektury z turniejowych ‚kit’ów’, oraz sławy i chwały, jakie wiążą się z uwiecznieniem nazwiska w internetowej bazie turniejowych eskadr. Gdzieś tam na szczycie, niektórzy są w stanie dostrzec pośród mgieł, majaczące sylwetki indywiduów takich jak Imperator Heaver lub Darth Torfs, i wierzą, że kiedyś uda się stanąć pośród nich.
Wybaczcie ten grafomański popis, chciałem nieco uwydatnić pewien stan świadomości, który charakteryzuje ocenę sceny turniejowej przez wiele osób.
Będę całkowicie szczery, wiem że turniejowy X-wing ma w swej krótkiej historii zapisanych kilka czarnych kart, i nie będę próbował ich czyścić.
Staram się być obiektywny, i taki tez byłem w rozmowie z Andrzejem, przedstawiłem mu kilka pozytywnych i negatywnych aspektów grania na turniejach, i wypadkowa jest taka, że stołeczna scena ma szansę powiększyć się o jednego człowieka, a ja być może zdołam spotkać się osobiście ze starym znajomym przy kwadratowym stole.

Jeśli czytasz ten materiał, i jesteś osobą która nie spróbowała jeszcze rywalizacji poza „kuchennym stołem”, to pozwól, że zachęcę Cię do wykonania tego kroku.

Wychodzenie poza „strefę komfortu” bywa niełatwe, o czym przekonali się pionierzy tej dyscypliny, jak choćby Sam Gamgee czy Shrek, jednak pozwala poszerzyć horyzonty, spojrzeć na rzeczy z innej perspektywy, powiększyć grono znajomych i przyjaciół.
Być może za jakiś czas uznacie, że ta pasja wniosła wiele dobrego do waszego życia, tak jak ja wspominam dziś wiele z moich przeszłych i obecnych zainteresowań.
Pamiętajcie tez słowa jednego z inżynierów Sienar Fleet Systems: „Każdy myśliwiec jest najbezpieczniejszy, kiedy stoi w doku, jednak nie do tego zostały stworzone…”

Zanim ten bełkot zmieni mnie w pełnokrwistego trenera rozwoju osobistego, przejdę do konkretów:

Jesteśmy w trakcie trwania cyklu mistrzostw sklepów, czyli najniższego szczebla rozgrywek związanych z corocznym wyłanianiem mistrza świata.
W naszym kraju obfitość wydarzeń jest duża, a wszystkie znajdziecie tutaj:

Mistrzostwa sklepów 2017

Większość imprez wymaga pre-rejestracji, jeśli nie znajdujecie odnośnika w harmonogramie, to poszukajcie w internecie, najlepiej w mediach społecznościowych środowiska graczy, oraz organizatorów. Sprawa jest banalna.

 

Jak przygotować się na turniej?

Zastanówcie się nad eskadrą, którą chcielibyście dowodzić i upewnijcie się, że posiadacie wszystkie wymagane elementy potrzebne do rozgrywki (statki, podstawki z kartonikami, wskaźniki manewrów, karty pilotów i rozwinięć). Jeśli czegoś Wam brakuje, to z łatwością znajdziecie kogoś, kto pożyczy lub odsprzeda.
Turniejowo gramy na 100pkt, uwzględniając aktualną erratę do zasad gry, zasad pilotów i kart rozwinięć. Znajdziecie je tutaj: [link do FAQ]
Do gry potrzebujecie także wzorników, miarki zasięgu, kostek, żetonów, kompletnej talii obrażeń, oraz trzech wybranych przeszkód (z wyjątkiem tych przeznaczonych do wariantu epickiego), które stanowią element waszej eskadry. I to tyle! Cała reszta leży po stronie organizatora: przestrzeń do gry, plansze, arkusze do rejestracji i zgłaszania wyników, itd.
Warto być wypoczętym, aby znieść trudy kilku godzin gry, a butelka wody i „małe co nieco” pozwolą Wam nie opaść z sił.

Czego się spodziewać?

Store Championships to zazwyczaj niewielkie turnieje, z frekwencją oscylująca w okolicach 25 graczy.
Rozgrywki to 4-5 rund w systemie szwajcarskim, po 75 min każda, oraz rundy pucharowe, wyłaniające zwycięzcę, których ilość jest zależna od frekwencji i zamysłu organizatora. Zazwyczaj będą to rozgrywki top4, czyli 2 dodatkowe rundy. Warto zostać do końca, nawet jeśli nie zakwalifikujecie się do top’u, choćby po to aby kibicować i nauczyć się czegoś nowego od innych graczy.
Choć nie są to turnieje wysokiej rangi, to mimo wszystko spodziewajcie się zaciętej rywalizacji, przynajmniej kilku klasowych zawodników i eskadr opartych na najnowszych trendach. W tych okolicznościach będziecie mieli możliwość w miarę obiektywnie ocenić Wasz poziom, i po prostu sprawdzić się.
Oczekujcie też wielu miłych momentów związanych z obcowaniem z fascynatami gier i uniwersum Gwiezdnych Wojen. Zarówno przy stole jak i w przerwach między grami nie zabraknie sposobności do ciekawych pogawędek. Być może zawrzecie kilka nowych znajomości..?
I wreszcie spodziewajcie się wartościowych nagród. Są cenne nie tylko ze względów kolekcjonerskich i emocjonalnych, mają też realną wartość rynkową. Premiowany jest już sam udział w turnieju, a fanty zazwyczaj rekompensują koszt wpisowego, nawet jeśli nie zawojujecie turniejowego rankingu.

I już!

Mam nadzieje, że te słowa nakłonią kogoś do spróbowania sił w rywalizacji, jeśli dotychczas nie miał takiej sposobności lub chęci, tak jak mój stary druh. Oceńcie sami, jak to jest po ‚ciemnej stronie’…

Do zobaczenia!
Szczepan

P.S. Przepraszam za haniebne przebłyski postaci z innych „super-produkcji”, które pojawiły się w tekście…

Komentarze

comments

Dodaj komentarz