OMP UTF III czyli nigdy nie mów „nigdy”

W połowie września (16-17) w Zielonej Górze odbył się turniej o mistrzostwo Polski w grze figurkowej X-wing. Większość zainteresowanych pewnie doskonale o tym wie, z częścią zapewne widziałem się na turnieju. Miejscem rozgrywek była sala posiedzeń Sejmiku Wojewódzkiego Urzędu Marszałkowskiego, więc także lokalizacja była „na szczycie”.

Tego typu wydarzenie zawsze jest świętem środowiska, tam było i w tym roku, gdyż na turnieju stawiło się przeszło 150 graczy z kilku krajów Europy, co świadczy o sile środowiska i atrakcyjności gry. Sala była bardzo przestronna, nawet pod koniec dnia była dobrze wentylowana. Ogromny plus za to, że atmosfera ciężkiej walki była odczuwalna tylko w emocjach, nie zaś w zapachu w sali. Organizatorzy zapewnili nielimitowaną, darmową kawę i herbatę, co wielu osobom (w tym autorowi artykułu) znacznie umiliło wielogodzinne rozgrywki. Ilość stołów, jakość, ilość i jednolitość mat to także wielki plus dla Farmerów z Rubieży, czyli organizatorów wydarzenia. Postarali się, żeby granie było jak najbardziej komfortowe i udało im się to.

(Dużo nas na tej fotce. A było jeszcze więcej!)

Rejestracja przebiegła bezproblemowo, dzięki dobrze przemyślanemu doborowi dodatków nie dało się słyszeć na sali klasycznego już „ej, ma ktoś długopis?”. Wszystko ładnie, schludnie bez obciążników w postaci ulotek itd. Klasa!

Rozgrywki dnia pierwszego – sześć rund w systemie szwajcarskim wyłoniło TOP 32. Tyle odnośnie statystyki. Poszczególne listy są dostępne w sieci i zainteresowani historycy i statystycy bitew w przestworzach znajdą je bez problemu. Mistrzostwa Polski to zawsze najwyższy poziom, mogliśmy więc zobaczyć wiele „wymaksowanych” rozpisek, walkę do ostatniego rzutu kością i ostatniego punktu kadłuba. I bardzo dobrze, bo właśnie zostawienia serca na macie oczekuje się od graczy walczących o tytuł Mistrza Kraju, który jest aktualnym mistrzem Europy. Nie przyznano „złotego spinacza”, czyli specjalnej nagrody dla najmocniej „spinającego się” gracza, co świadczy o tym, że wszyscy trzymali emocje w ryzach.

(lepszy niż najlepsza promka)

Chciałbym także wspomnieć o cateringu w czasie przerwy obiadowej – gotowane na miejscu, dobre jedzenie w bardzo rozsądnych cenach, które chwalili także nasi zagraniczni goście. Super sprawa i uniknięcie tradycyjnego opóźnienia spowodowanego rozpierzchnięciem się graczy po mieście w poszukiwaniu prowiantu. W niedzielę powtórka w czasie śniadania – kolejny punkt dla organizatorów! Cateringowo należy wspomnieć o jeszcze jednej „pamiątce” – każdy pełnoletni uczestnikk turnieju otrzymał butelkę piwa „Złota Bantha” uważonego specjalnie na turniej!

Stół z numerem 1 znajdował się na scenie, z tego stołu regularnie prowadzono również streaming z anglojęzycznym komentarzem. Niektóre mecze gromadziły kilkuset widzów, co świadczy o tym, że Mistrzostwa Polski są brane na poważnie nie tylko w naszym kraju.

(oto i stół numer 1. Mamo, jestem w internecie!)

Wieczorem wielu graczy skusiło się na afterparty w klimatycznym pubie „Barcelona”. To miejsce także nie było wybrane przypadkowo – oferowało gościom bardzo komfortowe warunki i szeroki wybór „umilaczy” czasu w postaci dużego wyboru piw i sporej oferty cateringowej o bardzo korzystnej relacji cena/jakość. Kolejny plus. Tym razem za wybór miejsca.

Po imprezie udaliśmy się na nocleg. Ekipa która zdecydowała się na akademiki zgłaszała z nimi liczne problemy. Noclegi załatwiał partner Farmerów, ale i tak wyszło to na minus dla imprezy. Ale to i tylko to (w moim odczuciu).

(Były i prawdziwe lasery)

Drugiego dnia, rześkim porankiem ruszyła machina zwana TOP 32. Obok wielkiej machiny poruszały się mniejsze maszynki kilku jednocześnie (sic!) side eventów. Nie było możliwości, żeby tam się nudzić. Po wielu emocjonujących meczach, ambitnej i pomysłowej walce wśród wielu rozbitych eskadr została jedna niepokonana. Mistrzem Polski a.d.2017 został Jan Świrski z Warszawy. Moim prywatnym uhonorowaniem Twojego sukcesu niech będzie to, że będziesz jedyną osobą którą pozwolę sobie wymienić z imienia i nazwiska w niniejszym artykule.
Co ciekawe, po pierwszym dniu rozgrywek nasz Mistrz zajmował dopiero 27 miejsce, co najlepiej świadczy o tym, że „co stało się w swissie, zostaje w swissie”. Jeszcze raz: OGROMNE gratulacje. Mam nadzieję, że to nie ostatni Twój sukces na scenie x-winga. W końcu nikt nie spodziewał się HWK w finale Mistrzostw Polski!

(Oto i on. Obiekt pożądania tłumów. Puchar Mistrza Polski? Nie! Jedyny w swoim rodzaju Puchar Spinacza)

Wszystko to jednak nie było dla mnie najważniejsze. Wiecie dlaczego?

Otóż był to turniej podwójny.

Rok rocznie w Zielonej Górze odbywa się turniej pod hasłem Use The Force. To była już trzecia jego edycja. Turniej ten ma w sobie coś niezwykłego. Pozwala użyć Mocy. Tej prawdziwej, ukierunkowanej na utrzymanie porządku we wszechświecie. Pozwala nam zrobić coś dobrego, naprawić czyiś świat, bo całego wszechświata naprawić nie jesteśmy w stanie. Co roku beneficjentem rozgrywek jest dziecko wymagające naszej pomocy by normalnie żyć. Co roku, ekipa Farmerów z Rubieży poświęca swój czas na organizację ogólnopolskiego wydarzenia, które pozwoli nie tylko dobrze się bawić graczom, ale także nieść pomoc naszym wsparciem. Niesamowici ludzie, prawda?

W tym roku, po rozegraniu sześciu rund swissa miała miejsce wielka loteria fantowa, z której całkowity dochód został przeznaczony na rehabilitację Tomka, który urodził się jako ekstremalny wczesniak. Wielka loteria, to chyba mało powiedziane, bo kram z fantami był ogromny, było na nim kilkaset losów i nikt nie wyszedł z pustymi rękami.

Jednocześnie powadzono zbiórki do puszek, zbierali zarówno starwarsowi cosplayerzy jak i organizatorzy konwentu Bachanalia Fantastyczne. Kolejni ludzie, którym należy się wielki szacunek za bezinteresowność i pomoc.

Łącznie udało się zebrać 12 822,60zł. Ta kwota pozwala na około półtora roku rehabilitacji chorego dziecka. Ta informacja sprawia, że tak naprawdę wszyscy wygraliśmy ten turniej.

Tak jak pisałem po pierwszym UTF – ogromny szacunek Farmerzy z Rubieży. Zrobiliście kawał świetnej roboty i mam nadzieję, że IV edycja UTF w 2018 roku będzie co najmniej tak mocna i przełomowa jak IV epizod Star Wars. Postawiliście też organizatorów OMP 2018 przed trudnym zadaniem – będą musieli pomyśleć jak utrzymać poziom imprezy po tym, jak wysoko postawiliście poprzeczkę.

(Przyjacielski uścisk dłoni i możemy ruszać do walki! O to chodzi w tym hobby! W tle, w charakterystycznych, żóltych koszulkach organizatorskich sprawcy zamieszania – Farmerzy)

Na sam koniec małe wyjaśnienie odnośnie tytułu artykułu. W zeszłym roku przestałem grać w x-winga turniejowo. W tym roku przestałem grać w ogóle. Zmęczyła mnie otoczka, konieczność kupowania wielu rozszerzeń, żeby utrzymać jako taki poziom gry. Zmęczyła mnie konieczność „grania metą” i brak możliwości przebicia się czymkolwiek innym. Gonienie po wynik to ewidentnie nie mój styl. Z resztą, wielu graczy „pierwszej generacji” miało podobne odczucia i pozbyło się swoich kolekcji lub gra wyłącznie w domu. Na omawianym turnieju pełniłem rolę „żywego baja”. Nigdy miałem już nie pojechać na żaden turniej. Ale chyba nigdy nie warto mówić „nigdy” gdy można wrócić i jeszcze wiele razy można użyć Mocy… 😉

P.S.1 Autorką wszystkich fotek jest Monika Ruchniewicz-Lecińska z grupy Imaginarium Photography. Serdecznie pozdrawiam!

P.S.2 Filmiki z imprezy? Proszę bardzo! [link]

Do zobaczenia wkrótce!
Raven10

Komentarze

comments

Dodaj komentarz