Mistrzostwa Świata oczami gracza – Moja przygoda z „Worldsami”

Po wczorajszej kolejnej odsłonie podcasta, w którym gościliśmy naszego mistrza po powrocie z Mistrzostw Świata, dzisiaj mamy zaszczyt i przyjemność zaprezentowania Wam relacji autorstwa Przemka.
Gorąco zachęcamy do przeczytania, odnajdziecie tutaj odpowiedzi na większość nurtujących pytań, Przemek bardzo szczegółowo opisał swoje wrażenia, za co serdecznie dziękujemy.

redakcja X-wing.pl

Bez tytułu1Witajcie piloci! Dużo osób pytało mnie jak było na „Worldsach” i z czym  konkretnie przyszło mi się tam mierzyć, dlatego postanowiłem, dla zainteresowanych graczy, opisać w miarę dokładnie jak wyglądała moja droga do Top 8 i jakie squadrony musiałem w jej trakcie pokonać.  Początkowo chciałem to zrobić na swoim profilu na Facebooku. Gdy  jednak wspomniałem o tym ekipie z x-wing.pl, podczas nagrywania najnowszego podcasta, zaprosili mnie do opublikowania swojej relacji na ich stronie i tak oto powstał ten artykuł.

Do Stanów leciałem w trójkę razem z Mistrzem Polski w Conquesta – Jakubem „Kubalą” Janiak i Mistrzem Polski w Netrunnera – Pawłem Rozenek. Serdecznie pozdrawiam chłopaków, bo przez cały turniej bardzo mocno mnie wspierali. Paweł robił mi „pranie psychiczne”, a Kuba… przegrywał – o tym napisze za chwilę. Nie przedłużając opisu podróży, powiem tylko, że nasz 3-osobowy sqadron wyleciał z Warszawy we wtorek rano, i po przesiadce w Paryżu, wylądowaliśmy w Mineapolis we wtorek około 13:30 ( należy tu dodać, że mieliśmy 7 godzinne przesunięcie czasu, więc w Polsce było by to koło 21:00). Następnego dnia, w środę rano zaczynała się faza eliminacyjna w X-winga.

Jeśli chodzi o moje wrażenia z całego turnieju i samego Fantasy Flight Games center to jestem zachwycony. Organizacja była świetna. Z lotniska zostaliśmy odebrani przez przedstawiciela FFG, który odwiózł nas do hotelu i wytłumaczył co mamy dalej robić.

Bez tytułu3Samo centrum ma w sobie naprawdę niepowtarzalny klimat. Prawie tydzień który tam spędziłem, można określić mianem wielkiego święta „grania” i celebracji wszelkiego rodzaju gier. W centrum znajduje się oprócz 2 dużych hal w których były rozgrywane mistrzostwa, coś w rodzaju „baru”, mają gastronomię, piwo i kilka stolików, oraz wielki regał z różnego rodzaju planszówkami w które można swobodnie grać z poznanymi tam ludźmi. Dodatkowo, oprócz tego jest też pełno regałów z wszystkimi produktami FFG i innymi grami, więc jeśli coś Ci się spodoba, możesz od razu to kupić. W zasadzie każdego wieczoru snułem się, razem z setkami innych graczy po tym centrum i jeśli nie grałem akurat w turnieju, to kibicowałem innym turniejom (codziennie był jakiś główny turniej), grałem casualowo w X-a lub w jedną z planszówek. Dla wszystkich fanów gier, jest to wspaniałe miejsce gdzie można poznać i porozmawiać z graczami z całego świata.

Bez tytułu2Jeśli chodzi o samą organizację turnieju, to powiem krótko, że była wzorowa, ale nie różniła się prawie wcale od naszych Polskich turniejów. Może oprócz gromady oficjalnych sędziów, którzy byli do dyspozycji graczy w razie potrzeby, sami oczywiście nie grając. Więc Bobrze, nie mamy się czego wstydzić! Skoro już zapowiedziałeś, że sam organizacji się nie podejmiesz, to liczę, że dopilnujesz chociaż, żeby Polskie mistrzostwa 2016 były przynajmniej tak dobre, jak tegoroczne.

Po tym długim wstępie, pora już przejść do dnia pierwszego, czyli fazy eliminacyjnej. Na starcie powiem, że tego czego najbardziej się bałem, to że coś zrobię nie tak. Ale nie w sensie, że źle polecę, ale, że nie dopełnię jakiejś formalności, w trakcie gry. Coś źle powiem i zostanę przez to zdyskwalifikowany. Na szczęście, tak jak już wspomniałem, sam turniej wcale nie różnił się od naszych Polskich.  Dodatkowo, choć był to turniej o najwyższą stawkę, gracze byli bardzo bezkonfliktowo nastawieni. Nie miałem, żadnych głupich kłótni typu: „Przesunąłeś statek, on tak nie stał!”, czy „Wcale nie dotknąłem tego asteroida, wydawało ci się…”. Z pomocy sędziego korzystałem tylko 2 razy i to dlatego, że oboje z przeciwnikiem, doszliśmy do wniosku, że dla „czystości gry”, zapytamy osoby bezstronnej. Z czystym sumieniem, mogę stwierdzić, że na Worldsach nie było dla mnie słabych graczy. Nie chodzi mi tylko o ich umiejętności latania, która była wielka, ale też o poziom kultury samych graczy. Ci piloci naprawdę wiedzieli co robili, byli pewni swoich umiejętności i umieli się cieszyć grą, nie psując jej niepotrzebnymi i często głupimi konfliktami. Oczywiście uważam, że nasza Polska scena X-winga, odznacza się wielką kulturą i tu też rzadko miewam sytuacje, o których mówiłem. Jednak, myślałem, że w grze o tak wysoką stawkę, będą się one pojawiać nagminnie, a tu taka pozytywna niespodzianka.

Bez tytułu4Plan i jego realizacja

Muszę przyznać, że dużo myślałem o samym turniej. W głowie opracowywałem poszczególne scenariusze, dla konkretnych rodzajów przeciwników. Starałem się mieć gotowe plany działania, a przynajmniej ich zarys. Niestety nie uchroniło mnie to przed kilkoma, bardzo poważnymi błędami. Założenie ogólne, które sobie powtarzałem(i które wpajał mi również Paweł Rozenek, za co jeszcze raz mu dziękuję) było takie, żeby nie patrzyć na grę jako całość. Graliśmy aż 8 rund. Ci co byli na OMPkach w tym roku, wiedzą jakie to mordercze wyzwanie, bo po 6 już było słabo. Żeby mieć pewne wejście do top 16 musiałem uzyskać wynik 8-0 lub 7-1. Kilka osób z 6-2 też miało szansę, ale bez pewniaków. Patrząc na to i wiedząc, że gra się przeciwko najlepszym graczom na świecie, człowiek mówi sobie – „Nie ma szans!”. Dlatego starałem się patrzyć na każdą partię, jak na odrębną grę. Każdy jest w stanie wygrać jedną grę. Ale mało kto, może wygrać 7 na 8 gier. Za każdym razem, gdy zaczynałem grać rundę, mówiłem sobie ‘”To tylko jedna gra, tu i teraz, a potem nie ma już nic. Musisz wygrać tylko jedną grę i jesteś w stanie to zrobić.” Takie było założenie. Drogę do Top 16 podzieliłem na 3 fazy.

Założenie podstawowe – cel podstawowy – wygrać grę, tą która jest teraz.

Cel średni – chciałem wygrać chociaż 4 mecze. Nie ukrywam, że powstało ono w oparciu o wasz doping. Myślałem sobie „ Skoro już jesteś Mistrzem Polski i masz takich wspaniałych kibiców, którzy na Ciebie liczą, to chyba jesteś w stanie dokopać dla nich choć 4 osobom?”

Cel główny, do którego prowadziły mnie dwa poprzednie cele – wejść do Top 16. Po wygraniu 3 gier, zacząłem myśleć tak – „Skoro już wygrałeś te kilka gier, 1 –Bye i 3 normalne „winy”, to brakuje Ci już niewiele. Musisz wrócić do celu podstawowego i powtórzyć go jeszcze kilka razy. Dasz radę!”

Założenia założeniami, nie do końca mi wychodziły w trakcie i kilka razy byłem naprawdę bliski przegranej, ale ostatecznie, cel główny, został osiągnięty i chyba tylko to się liczy.

A teraz lecimy z rundami.

Runda 1 – Bye

No tak, tutaj bez stresu, honorowego gola już mam. Zaczęło się od rundy 2.

Runda 2 vs. Dash i Chewbacca ( Dash HLC, Pred+ Recon Spec.) 73/100

Bez tytułu5To runda w której cały misterny plan szlag trafił, bo przegrałem… No tak, plany planami, a życie swoje. Na dodatek przegrałem, z setupem, z którym teoretycznie powinienem wygrać bez większych problemów. Według mnie, nie najlepiej poleciałem i popełniłem błąd taktyczny, najpierw zacząłem strzelać do Cheewiego, a Dash strasznie mnie punktował swoim HLC z predatorem. Więc nauka z tej parti – Dash  with Predator must die first!

Runda 3 vs. Fat Han + Miranda, Miranda z TLT i Recon Spec. 100/75

Ta runda była najcięższa. Nie miałem już bufora możliwej jednej przegranej partii.  Choć wiedziałem, że mam patrzeć tylko na tą grę, to z tyłu głowy miałem świadomość, że jeśli teraz wtopię, to moja psychika może tego nie wytrzymać. Poleciałem fatalnie. Leciałem środkiem, Han z boostem uciekał bokiem, a ja pozwoliłem Mirandzie wlecieć na zasięg  1 od 3 moich Y-eków. Przy czym Han uciekł z ich zasięgu i w jednej turze tylko jedne y-ek mógł strzelać do Hana, a Miranda ze swoją zdolnością ściągnęła mi jednego y-eka do połowy. Ten który strzelał do Hana, w przyszłej turze już umarł. Gra skończyła się z moim jednym y-ekiem na 2 lub 3 hulach, a pogoń za hanem zaczynałem z 3 y-kami, ale bronił się okrutnie. Dochodziło do sytuacji, że ja na TLT ma 3 hity, a on unik z akcji i na C-3PO mówi „ jeden unik” i wybrania… A w następnym strzale rzucam 3 blanki. Dużo szczęścia miałem, że udało mi się wygrać tą partię.

Runda 4 vs. Brobots, z HLC i FCSami i czymś jeszcze, 100/25

Po tej rundzie (choć jak zobaczyłem Broboty, to się załamałem) odzyskałem wiarę w siebie. Nie znoszę latać przeciwko Brobotom, ale tu miałem gotowy scenariusz i postawiłem wszystko na jedną kartę. Udawałem, że uciekam i kiedy jeden IG zaczął mnie gonić, zrobiłem „ostre dwa” całą formacją i miałem go na 2 y-kach w arcu i na 2-ce, czyli on bez AT. 2 pozostałe tez mogły strzelać. W tej turze mocno go uszkodziłem, a w 2 turze strzelania pierwszy IG spadł, natomiast mi zostały 3 prawie pełne y-eki. Później zaczęło się gonienie, ale to była już tylko kwestia czasu. Jednym y-ekiem starałem się blokować, a 2 pozostałe strzelały. Byłem bardzo dumny z tej partii.

Runda 5 vs. Mini Swarm: Howl, Backstaber, 2x najtańszy Interceptor z AT i 2x pilot z akademi, 79/74

Tu było ciężko i również dopisało mi szczęście. Starałem się wciągnąć swarma w asteroidy i mi się to udało, ale Intercepty bardzo dobrze wchodziły na 1-dynkę. Gdy swarm zaczął mnie doganiać, rozproszyłem formację i zacząłem krążyć, starając się wychodzić jak największej ilości statków z arca i zabić hohle jak najszybciej. W końcu mi się udało. Decydująca chwila gry była w momencie gdy zostały mi 2 y-ki, jeden mocno walnięty, a przeciwnikowi Backstaber pełny i jeden rany Intercept. Kończył się czas a y-eki były na jedynce z Staberem, ale tylko jeden mógł do niego strzelać w arcu. Moje rzuty – 2 hity (jeden z Focusa) i crit, Staber – jeden unik, ale Crit wszedł za dwa… Intercept zdołał potem dobić drugiego y-eka, ale wygrałem na czas przez punkty.

Runda 6 vs. Xizor + 3*y-eki z Autoblasterturet, 100/25

OK, to była jedyna partia, gdzie jak zobaczyłem skład powiedziałem sobie: „OK, jak czegoś mocno nie z…iesz, to musisz to wygrać, a jak przegrasz, to wstyd i hańba!”. No ale wygrałem. Ogólnie to Xizora chciałem zabić pierwszego, ale się trzymał z tyłu, więc najpierw poszedł jeden y-ek, potem Xizor i reszta. Krążyłem wokół skał i starałem się mieć y-eki na 3. Na jedynkę nigdy nie weszły.

Runda 7 vs. Deci + Fel, klasyka jeśli chodzi o setup, 100/25

Szczerze, to nie pamiętam tej rundy. Mam jakieś mgliste przebłyski. Wiem, że grałem przeciwko graczowi z Nova Radio. Plan był święty, żeby zabić najpierw Decka, a potem bawić się z Felem. Ale chyba jakoś tak wyszło, że Decek, po pierwszym strzale, zaczął odlatywać, ja zrobiłem jakieś niespodziewane k-turn całą formacją i Fel się nadział na TLT w arcu i został mu jeden HP. Fel zaczął uciekać, ja dokończyłem Decka, który wrócił i potem już było po grze, bo zostały mi 3-yeki na Fela z jednym HP.

Runda 8 vs. Super Dash i Horn, klasyka jeśli chodzi o build, 100/25

Bez tytułu6No i nadeszła decydująca partia. Miałem 6-1 i naprawdę została już tylko jedna runda, a po niej nie było już nic… albo wszystko! Wiedziałem, że mogę to zrobić.

To była bardzo ciężka partia, ale byłem z niej bardzo dumy. Travis Foss – gracz z Australii naprawdę wiedział jak latać Dashem. Zawsze leciał tak, żeby mógł strzelać tylko do jednego y-eka i strasznie je punktował z HLC. Ale ja wyciągnąłem naukę z przegranej gry, i chciałem zabić Dasha najpierw. Leciałem tak, że rannego y-eka ustawiałem tak, że jak Dash będzie podlatywał, żeby go dobić, to pozostałe 3 „świeże”, lub mniej ranne y-eki, będą mogły do niego strzelić. Przez co Dash miał wybór, albo strzelać do pełnego y-eka, ale bez możliwości zabicia go. Albo atakować rannego, ale wtedy wchodząc pod lufy, 3 pozostałym TLT. W konsekwencji zabiłem Dasha zostając z trzema mocno rannymi i jednym pełnym y-ekiem, na trochę naruszonego Horna. Udało mu się zabić jednego y-eka, a potem Horn spadł. Cel został osiągnięty, TOP 16 stało przede mną otworem.

Tutaj chciałem jeszcze dodać, o co chodziło we wstępie z “przegrywaniem Kuby”.

Mistrz Polski w Conqusta – Kuba, choć prawie nie grał w X-winga, postanowił spróbować swoich sił i dzielnie walczył w turnieju przez pełne 8 rund. Dodatkowo po trzech pierwszych partiach, odkrył on zależność, że kiedy on przegrywa, to ja wygrywam i na odwrót. Dlatego postanowił pomóc mi w osiągnięciu celu i dzielnie przegrywał partie za partią, żebym ja mógł wygrać. Ta zależność sprawdzała się do 8 rundy, którą oboje wygraliśmy, ale ja nie wiedziałem, że Kuba wygrał, więc może to był wyjątek potwierdzający regułę. Dzięki Ci Kuba raz jeszcze!

TOP 16 vs. TIE Swarm, Hohla + 6 Obsydianów, WIN

Bez tytułu7Następnego dnia rozpoczęły się Topy. Mało spałem tej nocy I dużo myślałem. Jednak stres tego dnia był znacznie mniejszy. Nie ukrywam, że czułem że nie przyniosłem Polsce wstydu i byłem już zadowolony z wyniku, który osiągnąłem. Dlatego bardzo na luzie podszedłem, do kolejnych wyzwań.

W Top 16, zmierzyłem się z finalistą z 2013 – Dallasem Parkerem. W momencie, kiedy przeciwko niemu leciałem, nie wiedziałem kim on jest, ale widziałem czym leci i miałem duże obawy. Rozstawiłem gęsto asteroidy i ustawiłem się za nimi na środku dolnej krawędzi planszy. On ustawił się swarmem w lewym górnym rogu. Plan był taki, żeby uciekać do góry w prawo, wciągnąć go w asteroidy, złamać szyk i skręcić w prawy dolny róg, gdzie była jeszcze jedna asteroida. Trzymać się na 3 i Focus Fire. Udało mi się go wciągnąć w asteroidy i po 2 rundzie strzelania mi spadł 1 y-ek, a jemu 2 TIE. Potem było już punktowanie się mniej więcej mój jeden statek, za jego dwa. Udało mi się dorwać hohlę i wtedy szala zwycięstwa przechyliła się na moją korzyść. Partie skończyliśmy na czas, mi został jeden pełny y-ek, a jemu jeden TIE.

Top 8 vs. Paul Heaver, Poe, 2x y-ek z TLT (jeden z BTLem i stress botem) i Z, LOST

No i nadeszła ostatnia już partia, przeciwko wtedy dwukrotnemu, a teraz już trzykrotnemu Mistrzowi Świata w X-winga. Większość z was widziała to pewnie na żywo, albo jakąś powtórkę, więc nie będę się rozpisywał o jej przebiegu. Mimo iż partia była dla mnie przegrana, to cieszę się, że mogłem zagrać przeciwko tak doskonałemu graczowi jak Paul. Uważam, że wiele się po niej nauczyłem i mam nadzieje, że będę potrafił wykorzystać, lekcję, której udzielił mi Mistrz Świata w przyszłości. Do pewnego momentu, poleciałem bardzo dobrze, ale popełniłem straszny błąd taktyczny, strzelając do POE i to zdecydowało o mojej przegranej. Dlaczego to zrobiłem? Uważam, że byłem zbyt pewny siebie i chciwy. Gdy nadarzyła mi się okazja, próbowałem szybko skończyć partię, eliminując najsilniejszy statek przeciwnika, ale było to wbrew wszelkiemu zdrowemu rozsądkowi. Jak się później okazało, y-ek i z-ka, które zignorowałem, zrobiły mi dużo więcej szkód, niż sam POE. Paul jest trzykrotnym Mistrzem Świata i na prawdę wie co robi. W jego manewrach, nie ma przypadku, jakby miał miarkę w oczach. Wydaje mi się, że na chwile o tym zapomniałem i zamiast trzymać się planu i Bez tytułu8lecieć bezpiecznie, poleciałem głupio i nie starałem się przewidywać jego ruchów.

Nauka z tej lekcji – Jeśli lecisz przeciwko TLT i POE (lub innym Asom), to zawsze najpierw zabijaj TLT, zwłaszcza jeśli As potrafi się regenerować. Druga nauka, to żeby zawsze pamiętać przeciwko komu się gra i na jakim poziomie, nie próbować szybko, ani ryzykownie wygrać partii.

Podsumowanie

Jestem bardzo zadowolony z wyniku, który osiągnąłem. Myślę, że nie zawiodłem pokładanych we mnie oczekiwań, przynajmniej większości z was. Zdaje sobie sprawę, że popełniłem naprawdę wiele błędów, część z powodów psychicznych, a część z powodu wciąż małego doświadczenia. Wiem, że mogłem polecieć lepiej, ale mogłem też zawsze polecieć dużo gorzej. Dlatego cieszę się z sukcesu, który osiągnąłem, lecz nie zamierzam osiąść na laurach i dalej szkolić swoje umiejętności pilotażu, planowania i przewidywania ruchów przeciwnika. Teraz mam do tego jeszcze większą chęć niż wcześniej.

Worldsy były dla mnie przygoda życia i każdemu, kto o tym myśli szczerze polecam taką wyprawę. Nie jest to rzecz tania i sam przed wyjazdem, wzbraniałem się, że gdyby mój wyjazd nie był opłacony, to nigdy bym nie pojechał. Teraz już nie jestem pewien, tego stwierdzenia i mocno myślę nad przyszłym rokiem. Dlatego zachęcam wszystkich którzy mają takie możliwości. Jedźcie, reprezentujcie Polskę i osiągajcie jeszcze lepsze wyniki od moich. Jeśli nawet nie uda mi się wrócić tam w przyszłym roku, to szczerze będę wam kibicował, tak jak wy mi kibicowaliście.

Jeszcze raz dziękuję wszystkim. Niech Moc będzie z wami i Fly casual!

Komentarze

comments

Dodaj komentarz