Kompania Zmierzch

star-wars-battlefront-kompania-zmierzch-b-iext30675795Ale jak to? Przecież X-wing.pl to portal o grach… Dlaczego zdecydowałem się na napisanie recenzji książki na portalu poświęconym grom? Cóż, przeczytajcie recenzję, a myślę że zrozumiecie.

„Star Wars. Battlefront: Kompania Zmierzch” to powieść autorstwa Alexandra Freeda, oparta rzekomo na grze Battlefront. Piszę „rzekomo”, bo w Battlefronta nie grałem i nie mam możliwości skonfrontowania fabuły i klimatu książki z grą – ale zakładam, że jakiś istnieje 😉 W Polsce publikacja została wydana dopiero 13 stycznia 2016 roku przez wydawnictwa Uroboros w przekładzie Anny Hikiert, chociaż pojawiła się przedsprzedaży już w połowie grudnia w empikach.

Co ciekawe, jest to powieściowy debiut autora – Freed jednak nie jest gwiezdnowojennym żółtodziobem, pracował bowiem nad kilkoma komiksami i grami osadzonymi w uniwersum SW. Ponieważ żadnej z komiksowych pozycji jego autorstwa nie czytałem, a nad grami pracuje tak duży sztab ludzi że często ciężko jest wskazać faktycznego autora do „Kompanii” siadałem praktycznie w ciemno, z odświeżającą nadzieją że nie dostanę kolejnej porcji Luceno, Traviss czy Zahna (nie, żebym ich nie lubił).

I, w przeciwieństwie do niektórych innych pozycji z nowego kanonu wydanych w Polsce, nie rozczarowałem się.

Fabuła prowadzi nas szlakiem bojowym 61. Kompanii Piechoty Mobilnej Sojuszu Rebeliantów.

TwilightCompany_2up

Logo Kompanii Zmierzch

Dołączamy do niej w trakcie odwrotu z ofensywy Środkowych Rubieży – dopiero co zdobyte dla Rebelii terytoria teraz stają się teatrem ucieczki Sojuszu. Zostajemy wrzuceni w bardzo nieciekawą dla żołnierzy sytuację – morale leży w błocie i płacze, nadziei na zwycięstwo jakoś nie widać. Co więcej, sytuację obserwujemy oczyma Hazrama Namira, sierżanta, do którego ideały Rebelii nie przemawiają szczególnie mocno. W trakcie odwrotu z planety Haidoral Prime Kompania zdobywa jednak cenny łup – jeńca w postaci imperialnej gubernator Everi Chalis, która gotowa jest w zamian za wolność przehandlować sekrety Imperium które mogą odmienić losy wojny.

Choć to sierżant Namir jest naszym głównym bohaterem, to w paru miejscach autor zmienia perspektywę i pokazuje wydarzenia także zza drugiej strony barykady, w rozdziałach poświęconych SP-475 – młodej szturmowczyni (?) z planety Sullust. Niestety, ten wątek potraktowany jest strasznie pobieżnie i mimo ciekawego zawiązania nie wpływa specjalnie na główny ciąg wydarzeń i służy bardziej zarysowaniu tła oraz sytuacji politycznej na Sullust. A szkoda, bo w czytelniku buduje się przekonanie, że oba wątki splotą się pod koniec znacznie silniej niż w rzeczywistości.

Największą zaletą opowiedzianej historii jest… jej oderwanie od głównego nurtu wydarzeń i od bohaterów Sagi. Wbrew temu, co pokazują nam komiksy i telewizyjni Rebelianci, da się opowiedzieć gwiezdnowojenną historię bez wciskania wszędzie znanych twarzy. Komandor Skywalker czy Księżniczka Leia wspomniani są tu może ze dwa razy, pojawia się „kapitan koreliańskiego frachtowca”, zaś Vader straszy i ostatecznie pojawia się na chwilę (za to w świetnej scenie!). Obserwujemy więc Galaktyczną Wojnę Domową z zupełnie nowej, świeżej perspektywy. Dostrzegamy problemy i rozterki bohaterów, zupełnie różne od tych z którymi mierzą się znane nam dotąd postaci.

73f6bdfe1a65b48d3197e64d3ebea04f

Kreacja postaci to zresztą najsilniejsza strona tej powieści – Namir i Chalis, główni bohaterowie, są wiarygodni, skomplikowani, fascynujący wręcz. Zwłaszcza Hazram, z niesamowitą historią i motywacją tak odmienną od tego, czego spodziewalibyśmy się po „głównym dobrym”. Przechodzi on też największą przemianę – wydarzenia które obserwuje i w których uczestniczy sprawiają, że choć pozostaje nadal sobą – gościem z zapyziałej planety, dla którego wojna jest po prostu naturalnym stanem rzeczy, a nie ideologiczną krucjatą.

Postaci drugo- i trzecioplanowe nie mają może okazji zabłysnąć, ale z pewnością tworzą barwną składankę którą mimo to przyjmujemy bez wahania i pod koniec jesteśmy już niczym pełnoprawni członkowie „Zmierzchu”. Nieco słabiej wyglądają przeciwnicy – niczym w marvelowskim filmie, nie jest źle, ale prałata Verge i Tabor Seitaron… zapomnę o nich w ciągu tygodnia od przeczytania książki. Imperialnym nie pomaga, że [uwaga, spoiler] ani razu nie stają twarzą w twarz z głównymi bohaterami[/spoiler]

Z uwagi na wspomniane już oderwanie od głównych bohaterów Sagi i poważniejszy czy bardziej „ponury” ton książki można by się spodziewać, że zgubi się gdzieś klimat Gwiezdnych Wojen – nic bardziej mylnego! Udane opisy świata przedstawionego, umiejętne wplecenie w kluczowych momentach tych małych starwarsowych „smaczków” nie pozwala nam zapomnieć, w której galaktyce jesteśmy. A jak już przy opisach jesteśmy – Freed odwala kawał dobrej roboty, od pierwszej do ostatniej sceny, opisując bitwy z perspektywy szeregowego żołnierza – czytelnik wie tyle, ile bohaterowie, odczuwa ich trudy i emocje. W przeciwieństwie do wielu pozycji z Legend mamy tu niewiele potyczek w kosmosie, a akcja dzieje się głównie na lub pod powierzchnią planet. Bohaterowie operują najczęściej w małych zespołach, przez co można odnieść wrażenie że czyta się opis… misji z Imperium Atakuje.

Poważnie, ta książka byłaby najlepszą fabułą kampanii do IA jaką mógłbym sobie wyobrazić! Zróżnicowane zadania, oddech nieprzyjaciela na karku – czekam tylko, aż jakaś grupka zapaleńców zrealizuje to w fanowskiej formie 😉 Jest oczywiście szansa, że FFG samo sięgnie do tych świetnie skrojonych postaci – wykorzystywanie postaci ze źródeł innych niż film nie jest obce ekipie z Minnesoty, aczkolwiek sądzę, że Namir i „Zmierzch” muszą najpierw zyskać należne im rozgłos i uznanie wśród fanów, nim dane nam będzie kierować choćby stoickim Besaliskiem z ciężkim działem…

Podsumowując: „Kompania Zmierzch” to książka wyjątkowa – niby Gwiezdne Wojny, ale bez mieczy świetlnych, niby powieść wojenna, a jednak jest ten klimat… Chyba tak właśnie wyobrażam sobie filmowe spin-offy – z dala od Epizodów, ale osadzone w realiach SW tak mocno, że nie mogłyby się dziać nigdzie indziej.

Zalety:
+ niesamowita kreacja głównych postaci
+ klimat SW bez głównych postaci
+ interesująca i wciągająca fabuła

Wady:
– część wątków potraktowana po macoszemu
– mało interesujący przeciwnicy

Ocena: 7/10

A Wy? Czytaliście „Kompanię Zmierzch”? Jakie są wasze wrażenia? Chcielibyście zobaczyć bohaterów powieści w grywalnej wersji do Imperium Atakuje? Dajcie znać w komentarzach!
A tymczasem…

Niech Moc będzie z Wami!

Komentarze

comments

6 myśli nt. „Kompania Zmierzch

  1. Pingback: generic viagra 100mg

  2. Pingback: tylenol 500 mg

  3. Pingback: viagra erection

  4. Pingback: naltrexone price 50mg

  5. Pingback: generic cialis buy

  6. Pingback: generic ventolin

Dodaj komentarz