„Ech, jak Ci to powiedzieć…” – czyli ciepło matczynego łona w X-Wing’u

Legends275 minut. Tyle czasu potrzeba by na kolejce górskiej zwanej rozgrywką w X-Wing skoczyć z radości lub burknąć ze smutku. Tak jak w każdej innej pasji, czy to gra planszowa czy obieranie ziemniaków na czas – fajnie jest grać, a jeszcze fajniej wygrywać. Czasem niestety nie tak łatwo pogodzić się z porażką – niektórzy przyjmują to lepiej, niektórzy gorzej. Twoja wymuskana eskadra przegrała wszystko z kretesem? Krytyczny manewr zadecydował o całej partii? Któż nie był w tym miejscu..? Pogodzenie się z porażką najczęściej przychodzi z czasem: głębsza refleksja, uświadomienie sobie, że w końcu to tylko gra, chęć poprawy i pozytywne spojrzenie w przyszłość – potrzeba na chwili. Wszystko w porządku. Jak pogodzić się z porażką w momencie kiedy cios ledwo co nadszedł?

Najczęstszą formą rozgrywki z kimś nowym jest mecz w czasie trwania turnieju. Wzajemne uprzejmości, pytania „Czym lecisz? O fajny pomysł”, niezobowiązująca rozmowa w miłym towarzyskie. Huśtawka nastrojów może znajomość jeszcze bardziej zazębić lub czasem niestety bardzo ochłodzić. Spotkanie przeciwnika o umiejętnościach dalece odbiegających od swoich (czy to na korzyść jego czy własną) w znaczący sposób może doprowadzić do sytuacji gdzie widmo niezręcznej ciszy przysłania prawdziwą radość z rozgrywki. Działa to i w stosunku do wygrywającego jak i do przegrywającego. Ogrywanie kogoś do „zera” stanowi tylko cień „fajności” jaką można mieć z rozgrywki z kimś na swoim poziomie umiejętności, gdzie dawka emocji jest bardzo wysoka, a mózg paruje od myślenia. Proszę pamiętać – nie wychwalam to „top-prosów”, tyczy się to każdego stopnia wtajemniczenia. Ciężko rzucić w kogoś kamieniem prawdy i po prosto skwitować czyjś niski poziom pilotażu, nieprzemyślaną rozpiskę czy lekkomyślność .Często o wygranej albo przegranej decyduje jeden manewr, pół milimetra kąta by mieć kogoś w „arcku”, ostre dwa a nie łagodne dwa! Prawda, ale równie często może to być niski poziom pilotażu, nieprzemyślana rozpiska czy lekkomyślność.

Jak poradzić sobie z „bólem” przegranej?

Czy w ogóle da się? Nie zdarza się raczej by ktoś podchodził do czegokolwiek z założeniem porażki. Podobnie jest w X-Wing’u – chcesz wygrać, jest to celem gry. Celem nie zawsze najważniejszym, ale czyhającym na krawędzi świadomości i wypływającym coraz śmielej na powierzchnię z każdym wyrzuconym przez przeciwnika blankiem. Odebranie tego nie zawsze uchwytnego celu boli zawsze, czy to na poziomie stołu w kuchni czy na mistrzostwach. Czasem po prostu łatwiej obrócić to w żart i ostatecznie dobrą zabawę (do czego szczerze zachęcam). Uniknąć porażki, oczywiście nie w stu procentach, można w stosunkowo prosty sposób – latać. Dużo latać. Latać z ludźmi, którzy przedstawią Ci wszelkie niedociągnięcie w sposób może i bolesny dla własnego ego, ale równie konstruktywny, tak aby następnym razem nie popełnić błędu, by wypracowane w bólu mantry powtarzać w myślach, grać chłodno i z opanowaniem, kiedy stawka jest prawdziwie wysoka.22-TieFighter_a

Recepta na lepsze latanie?

Sparing-partnerzy z podobnie ukierunkowanym celem. Zawsze znajdą się mecze gdzie coś można było zrobić lepiej, gdzie trzymanie się pewnych zasad wyszłoby na lepsze – „Nigdy nie strzelaj z Prorocketów bez Focus’a i TL”, „Jak nie wiesz co zrobić Dashem, zawsze rób beczkę na zewnątrz nie do środka”. Pewne schematy i uogólnienia najłatwiej i najskuteczniej przetestować z kimś, kto chce – podobnie jak Ty – grać lepiej i rozwijać się w kierunku większych sukcesów czy to na arenie lokalnej czy przy niezobowiązującym spotkaniu. Taka już natura gracza. Kompetytywne podejście i konkurencja rozwija, ale to od nas zależy czy dobre czy złe cechy osobowości. Warto jedna pamiętać, że wciąż jest tu duża doza losowości i jeśli szczerze wierzysz w Moc i powiesz słynne już „Never tell me the odds” to wyrzucisz „z ręki” te 5 hitów z rakiet bez dodatkowych modyfikacji i będziesz się cieszyć i będziesz panem świata, ale wtedy Twój sparing-partner sprowadzi Cię na ziemię i uświadomi, że był to rzut życia, który już nigdy się nie powtórzy. Czy mu uwierzysz czy nie zależy od Ciebie, ale na pewno zwrócisz mu honor jeśli wypadną same blanki w meczu, który miał znaczenie. Wtedy wrócisz i grając ponownie treningową partię nie popełnisz tego samego błędu i Twój partner nie zrobi dwa razy tego samego złego manewru co ostatnio i ostatecznie obydwaj wyjdzie z tego bogatsi o doświadczenie i wiedzę na przyszłość. Takie środowisko, budowane wspólnie z lokalnymi graczami, daje szansę na eksperymenty i odkrywanie zależności działających dobrze i źle. Niezależnie czy „męczysz” tę samą rozpiskę enty raz czy próbujesz niegrywalnych rzeczy zawsze możesz liczyć na stałych sparing- partnerów, którzy może i z Tobą wygrają, ale doradzą co zrobić lepiej lub gdzie widzą największe luki. Warto pamiętać, że ostatecznie każdy jest „panem własnych manewrów” i niezależnie od przegranych treningów samemu trzeba stanąć na przeciw nowym wyzwaniom i przeciwnikom. Bardziej satysfakcjonujący od własnego zwycięstwa jest tylko wspólny dobry wynik współdzielony ze swoją grupą. Jest to ostateczny dowód na to, że rozwijać się i opijać sukcesy powinno się wspólnie.

X-Wing jest wydarzeniem społecznym – łączy ludzi w podobnym celu niezależnie, czy to kompetytywne granie czy sobotnie popołudnie. Warto czerpać z tego pełnymi garściami, szukać i grać z ludźmi, którzy podobnie patrzą na grę, która w moim odczuciu ucieka z banalnego zaszufladkowania jako „po prostu gra”. To ludzie ją tworzą, warto być tego częścią.

Komentarze

comments

Jedna myśl nt. „„Ech, jak Ci to powiedzieć…” – czyli ciepło matczynego łona w X-Wing’u

  1. Zakapior Autor wpisu

    Jest trochę racji w tym co piszesz Ban An, ale też nie jestem przekonany czy akurat w tym przypadku 20-letnie doświadczenie w grach bitewniakowych jest najlepszym wyznacznikiem i czy przypadkiem trochę nie wypacza Twojej opinii. Równocześnie nie chcę go podważać, ponieważ moje nawet nie ima się Twojego, ale jakiś kompromis musimy wypracować. Jak najbardziej zgodzę się z tym, że ćwiczenie z ciut lepszymi czy równymi sobie przynosi najbardziej wymierny efekt i osobny z gorszymi umiejętnościami będą na tym cierpieć, ale ostatecznie „ile do tego włożysz, tyle z tego wyciągniesz”. Nikt nie rodzi się raczej mistrzem świata i trzeba przejść „swoje” by się czegoś nauczyć. Chcesz grać lepiej i jesteś zdeterminowany? Lataj jak najwięcej.

    Każdy system rządzi się swoimi prawami i w przypadku X-Winga nie jest inaczej, jednak na swojej drodze spotkałem raczej graczy otwartych na… rozmowę. Jedni bardziej, jedni mniej. Tylko, że to zależy już od człowieka, a nie od systemu. Tak samo z ew. ubożeniem systemu – czy celowo grać słabiej tylko po to by nie zniechęcać ludzi do grania? Brzmi trochę abstrakcyjnie ;). Chcesz grać jak równy z równym? Ćwicz. Chcesz grać bez spiny przy piwko? Takich też tu znajdziesz.

    Dzięki wielkie za opinię! Trochę poszerzyło moje spojrzenia na ten temat.

Dodaj komentarz