Czy najwięcej punktów to zawsze najlepiej?- Czyli na czym polega granie drużynowe i dlaczego o tym czytacie.

Witam wszystkich!

Z powodu braku czasu rzadko macie okazję przeczytać coś mojego. Ostatnio ukazał się artykuł o graniu IG, ale dziś dostaniecie ode mnie coś, co nie ma żadnego związku z układaniem konkretnych rozpisek, a trochę z historią gier bitewnych w naszym kraju i pewnym specyficznym turniejem, którego zapowiedź widzieliście kilka dni temu.

Zapewne wielu z Was wie, że są też inne gry bitewne. Takie, gdzie zamiast Wielkich Statków latają Wielkie Smoki. W wielu z tych gier prowadzi się rozgrywki drużynowe. Kiedyś jakaś ekipa ludzi wymyśliła sobie, że zamiast walczyć przeciwko ludziom z tego samego miasta/klubu/regionu, warto by zrobić turniej, gdzie wspólnie można by posiedzieć przy złocistym napoju i pokombinować jakby tu rozjechać inną drużynę przeciwników udowadniając wyższość któregoś ze środowisk, a przy okazji ubawić się ze wszystkimi do bólu i pograć w nasze śmieszne figurki.

Najsłynniejszą chyba historią o powstaniu tego typu turnieju jest opowieść o początkach ETC (European Team Championship) w Warhammera Fantasy Battle. Było sobie kiedyś forum, dziś już pewnie nikt dokładnie nie pamięta jakie. Na tym forum zdarzyło się raz, że powstała dyskusja. Tak jak my spieramy się jakie ulepszenia wziąć na swoje statki, tak polscy gracze spierali się z Duńczykami o to, czy lepiej grać dużym oddziałem kawalerii czy dwoma małymi. Okazało się, że (jak to zresztą zwykle bywa) nie mogli dojść do porozumienia i postanowili rozwiązać to najlepiej jak umieli- męską naparzanką na plastikowe ludziki. Ustalono datę międzynarodowego meczu, który odbył się w Danii. Polacy po morderczej podróży dostali niestety sromotny oklep, ale sama idea spodobała się wszystkim do tego stopnia, że już rok później odbył się międzynarodowy turniej reprezentacji narodowych, który organizowany jest do dziś.

Z powyższej sytuacji wynikły bez mała wszystkie turnieje międzynarodowe w bitewniaki, jakie się w tej chwili odbywają (ETC łączące WFB, WH:40k i Flames of War, WTC w Warmachine&Hordes i wiele innych). Na większości z nich nasze reprezentacje rokrocznie dominują scenę rozgrywek. W każdy z tych systemów odbywają się też rozgrywki mniejsze, wewnętrzne. Drużynowe Mistrzostwa Polski lub innego kraju, który się akurat na to zdecyduje.

Dlaczego Wam o tym wszystkim opowiadam? Bo już w czerwcu i nasz system będzie miał swoje święto! 27 i 28 czerwca zbierzemy się (mam nadzieję wszyscy!) w Poznaniu, aby wspólnymi siłami swoich drużyn stawać w boju o chwałę swoich grup/squadronów/miast.

Wiem, że dla wielu z Was granie drużynowe jest czymś nowym. Że być może nie przekonuje Was idea wspólnego kombinowania rozpisek i potencjalnego poświęcania swojego wyniku dla dobra drużyny. Ja w swojej dziesięcioletniej karierze bitewniakowej nie znalazłem dla siebie lepszej rozrywki niż święto systemu jakim są Drużynowe Mistrzostwa Polski. Godziny wspólnych rozkmin, zmian koncepcji, wreszcie upragniony weekend rywalizacji, gdzie każdy członek drużyny jest ważny, gdzie każdy punkt jest istotny, a każdy zestrzelony statek jest na wagę złota? Nie widzę dla siebie lepszej opcji na spędzenie czasu. To właśnie ilość kombinacji przy turniejach drużynowych sprawia, że aby się do niego przygotować trzeba odrzucić konwencjonalne myślenie. Nie ma drugiego takiego formatu, który pozwala na pełne skupienie się nie tylko nad optymalizacją eskadry, ale także jej działaniem i uzupełnianiem innych rozpisek w drużynie. Ale ja przecież to organizuję, nie musicie mi wierzyć! Dlatego poniżej mam dla Was wypowiedzi kilku osób, które znacie z naszego środowiska, a które tak jak ja miały do czynienia z turniejami drużynowymi z różnych perspektyw. Myślę, że wspólnymi siłami przekonamy Was, że tej imprezy nie można sobie odpuścić!

Off Jenkins, Trident Squadron:

Długie lata, które poświęciłem bitewniakowemu hobby, zawsze wiązały się z turniejami. Jednak to właśnie drużynowe turnieje, gdzie wszystkie emocje, które dotykają gracza, są zwielokrotnione, dają jeszcze większą satysfakcję. W solowych turniejach zostajemy z wszelką radością i smutkiem sam ze sobą, nawet jeśli przyjeżdżamy z kolegami z ośrodka, bo każdy walczy na własną rękę. Gdy natomiast cała drużyna walczy we wspólnym celu, istnieje sposobność przeżywania tego razem i to jest w tym najlepsze. Jeśli ktoś nie jest przekonany o tym formacie, mogę zasugerować tylko jedno. Niech spróbuje, zbierze znajomych i przyjedzie do Poznania pod koniec czerwca i dowie się ile to na prawdę jest warte.

Paweł „Gymlet” Szymkowiak, Raven Squadron:

To co przyciągnęło mnie do X-winga (zaraz po klimacie) to jego głębia taktyczna. Umówmy się – mechanika naszego bitewniaka do trudnych/skomplikowanych nie należy. Ale mimo to grając w Iksy, zwłaszcza turniejowo, ma się to poczucie, że każdy element jest istotny, od złożenia rozpiski, przez dostosowanie taktyki do układu asteroid po każdy ruch i każdą akcję najtańszego choćby statku. I w tym jest piękno tego systemu.
Po co więc grać drużynowo, skoro w pojedynkę jest już dobrze? Jak to mówią, co dwie głowy, to nie jedna – czy raczej w tym przypadku, co trzy 😉
Turniej drużynowy znacząco zwiększa znaczenie tych elementów, które mają miejsce przed i po samym pojedynku. Nagle nie wystarczy złożyć jednej eskadry pod kątem najpopularniejszej mety, ale trzy, i to na dodatek wzajemnie uzupełniające się, pokrywające nawzajem swoje słabe strony – co daje nam nie trzy, a dziewięć razy więcej kombinowania. W trakcie samego turnieju także łatwo dostrzec różnicę – choćby w tym, że to, jakie drużyny na siebie trafiły nie przesądza o tym którzy gracze zmierzą się ze sobą.

Robert „Theoden” Chudek:

Turnieje drużynowe wydają się nie być dobrym pomysłem, szczególnie w grach typowo taktycznych, jak X-Wing. Jednak, korzystając ze swojego wieloletniego doświadczenia figurkowego, muszę stwierdzić, że to jedna z tych styuacji, kiedy fakty opierają się rozsądkowi. Granie drużynowe to przede wszystkim nowe wyzwanie – trzeba w swojej grze liczyć się nie tylko z przeciwnikiem, ale i ze swoimi partnerami. Konieczne jest uwzględnienie słabości i silnych stron swoich rozpisek, jak również wziąć pod uwagę charakterystykę rozpisek przeciwników. Często może się wydawać, że uzależnianie swojego wyniku bezpośrednio od drugiej osoby jest pomysłem złym już na początku. A jednak nie. Niejednokrotnie grałem, a jeszcze częściej miałem okazję sędziować turnieje drużynowe różnorakich systemów – i za każdym razem, bez względu na wynik, byłem zadowolony z tego, że zagrałem lub posędziowałem dany event. Granie w drużynach daje niepowtarzalną możliwość sprawdzenia swojej umiejętności współpracy z innymi osobami, podejmowania decyzji wyważonych i nie tylko maksymalizujących swoje korzyści, ale też i minimalizujących straty partnerów. Niejednokrotnie oglądałem na turniejach drużyny, które przyjechały po zwycięstwo, wyjeżdżały ze stosunkową niską pozycją, a nadal zachwycone turniejem. Bo to głównie atmosfera „bycia w czymś razem” jest  powodem, dla którego turnieje drużynowe są tak fajnym i przyjemnym doświadczeniem. Nie odpuszczajcie takiej okazji!

Jak widzicie turniej taki budzi szczere emocje osób, które już kiedyś miały okazję w takim przedsięwzięciu uczestniczyć. Chcieliśmy dać Wam przedsmak tego, czego będziecie mogli doświadczyć już w czerwcu. Mam nadzieję, że tak jak my czekacie z niecierpliwością na taką możliwość! Regulamin i spis atrakcji, których możecie oczekiwać opisaliśmy Wam w TYM artykule.

Do zobaczenia w czerwcu!!

Komentarze

comments

Dodaj komentarz